Czego szukamy w książkach? Czasem wiedzy, pasjonujących zagadek, wciągających historii, wielkich namiętności, a czasem po prostu rozrywki, oderwania się od wszystkich problemów. Kilka godzin tylko dla siebie, dobra kawa i lektura, która poprawi humor.

Jeżeli czegoś takiego szukacie, to „Granat poproszę!” Olgi Rudnickiej będzie idealnym wyborem.

Oto Emilia Przecinek. Około czterdziestki, niewysoka, z nadwagą i przez lata małżeństwa delikatnie powiedzmy, że się „zapuściła”. No ale co zrobić: dzieci, dom na głowie, w dodatku to dusza artystyczna, która jeżeli wpadnie w trans tworzenia, to świat przestaje istnieć. Od jakiegoś czasu robi karierę jako pisarka powieści dla kobiet i wciąż jej agentka goni ją jakimiś terminami. Dzieci dwoje. Wyrośniętych i jak to nastolatki niekoniecznie mówiących mamie wszystko co im leży na sercu, co jak wiemy powoduje wieczne lęki, frustracje i setki domysłów, czy pytań, na które dzieci niechętnie odpowiadają. I mąż. Ale jest, a jakby go nie było. Bo skurkowany powiedział, że jedzie w delegację, a po kilku dniach zadzwonił, że nie wraca, bo wyprowadził się do młodszej, ładniejszej i to z nią chce teraz mieć dzieci. Po tylu latach, to jakby się życie zawaliło.

Na horyzoncie rozwód, bank domaga się spłaty kredytu, bo inaczej zabierze mieszkanie, nikt nie wie gdzie mąż się zadekował, a dzieci żeby mamie „pomóc” na ratunek wezwały obie babcie.  Stan psychiczny bohaterki po takim „rozstaniu” pewnie możemy sobie wyobrazić. Okazuje się jednak, że cała ta sytuacja może stać się niezłym impulsem do tego, żeby zrobić coś ze sobą i swoim życiem, by zacząć od nowa. I tak właśnie postanawia zrobić Emilia. I choćby mąż błagał o możliwość powrotu, to drzwi już zastanie zamknięte. I nawet gdy prawie nic nie idzie tak jak miało (umówiona randka, powieść, fryzjerka, która tuż przed wywiadem w telewizji robi katastrofę), ze wsparciem bliskich, jakoś udaje się wszystko przetrzymać.

Czego tu nie ma. Bohaterka walczy z dietą, z mamusiami, które postanawiają urządzić jej życie, z sytuacją finansową i weną, a jej mąż w tym czasie wplątuje się w niezłą kabałę, której efektem będą odwiedziny domu Emilii przez policję. Do tego przystojny policjant, chwilowa sława kobiety, która staje się symbolem walki o godność i kryzys, gdy okazuje się, że brak alibi może nieźle namieszać w sprzedaży jej książek. I mnóstwo humoru! Trudno się nie uśmiechnąć przy tych dialogach trzech pokoleń o życiu, o tym jak ono się układa, a jak powinno.

– Powinnaś docenić jej talent, zwłaszcza, że sama nie masz żadnego.
– Przynajmniej mam chłopa!
– Na cmentarzu!
– W przeciwieństwie do ciebie wiem, gdzie jest i nie muszę się bać, że szlaja się po babach jak twój!

Kryminał? I owszem, ale lekki, zabawny, bardzo przypominający szalone powieści Joanny Chmielewskiej, którymi wszyscy zachwycaliśmy się w latach 80.

Robert Frączek www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak www.miluna.pl

Tytuł: Granat poproszę!
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka